
Dawno, dawno temu, w Dolinie Trzech Słońc, gdzie trawy mieniły się wszystkimi odcieniami zieleni, a drzewa miały korzenie w kształcie serc, żył sobie mały dinozaur o imieniu Dodo. Był to niezwykły tyranozaur – zamiast ostrych zębów miał uśmiech pełen ciepła, a jego łapki, choć niezdarne, potrafiły delikatnie przytulić nawet najmniejszego mieszkańca krainy. Każdego ranka Dodo biegał po łąkach, ścigając motyle o skrzydłach z tęczy, i zbierał dla przyjaciół soczyste owoce z magicznych krzewów.
Pewnego dnia, gdy Dodo bawił się ze swoją najlepszą przyjaciółką – myszką Lilką, usłyszeli przerażone nawoływania. To mama Pterodaktylka, pani Lotka, krążyła nad doliną i wołała: „Moje jaja zniknęły! Ktoś zabrał moje trzy złote jaja!”. Dodo i Lilka natychmiast pobiegli na skraj lasu, gdzie znajdowało się gniazdo. Na miękkim mchu zostały tylko trzy okrągłe wgłębienia.
— Nie martw się, pani Lotko – powiedział Dodo, stając na palcach (a raczej na pazurach), by wyglądać bardziej dorosłe. – Znajdziemy twoje jaja! Lilka, ze swoim bystrym noskiem, na pewno nam pomoże.
— Chrup, chrup! – przytaknęła myszka, już węsząc w poszukiwaniu śladów. Trop prowadził w głąb Mrocznego Wąwozu, miejsca, o którym krążyły straszne legendy. Dodo przystanął na chwilę. Wąwóz wydawał się ciemny i zimny, a w jego głębi słychać było dziwne pomruki. Lilka delikatnie trąciła przyjaciela łapką.
— Boisz się? – zapytała.
— Troszkę – przyznał Dodo. – Ale przyjaźń jest ważniejsza niż strach! Chodźmy!
W wąwozie spotkali dziwne stworzenie – małego stworka o niebieskiej sierści i ośmiu łapkach, który płakał pod wielkim kamieniem. Okazało się, że to Błękitnik, który ukradł jaja, bo sam był bardzo samotny i marzył o tym, by mieć rodzinę. Jego łapki drżały, gdy mówił: „Nikt mnie nie lubi, bo jestem inny… Chciałem tylko, żeby ktoś mnie kochał”.
Dodo usiadł obok niego i powiedział ciepło:
— Każdy zasługuje na przyjaźń, Błękitniku. Ale nie można zabierać szczęścia innym. Pani Lotka jest bardzo smutna.
— Ja… ja nie pomyślałem o tym – szepnął stworek, ocierając łapką łzę. – Oddam jaja, tylko… czy mogę zostać waszym przyjacielem?
Lilka i Dodo wymienili uśmiechy. „Oczywiście!” – zawołali razem. Wspólnie wnieśli jaja z powrotem do gniazda, a Błękitnik użył swoich ośmiu łapek, by zbudować najpiękniejsze gniazdo w całej dolinie. Gdy trzy małe pterodaktylki wykluły się tydzień później, pierwsze, co zobaczyły, była radosna gromadka przyjaciół: Dodo machający ogonem, Lilka tańcząca z radości i Błękitnik, który teraz miał największą rodzinę pod słońcem.
Od tego dnia w Dolinie Trzech Słońc nikt już nie bał się inności, a strach przed Mrocznym Wąwozem zniknął, bo przecież nawet w najciemniejszych miejscach można znaleźć przyjaźń – wystarczy odważyć się wyciągnąć łapkę pierwszy. A Dodo? Cóż, nadal zbierał owoce i przytulał wszystkich dookoła, bo odkrył, że największą moc ma nie siła zębów, ale siła serca.
