Mała, delikatna istotka z srebrzystymi skrzydełkami trzyma świecący niebieski parasol na tle łąki o zmierzchu.

Dawno, dawno temu, w krainie, gdzie chmury tańczyły z wiatrem, a trawy szeptały tajemnice, mieszkał Mały Smutek. Był nie większy od motyla, o delikatnych, szarosrebrzystych skrzydełkach i oczach jak dwie krople deszczu. Jego jedynym towarzyszem był niebieski parasol, który zawsze nosił przy sobie – tak lekki, że unosił się w powietrzu jak dmuchawiec.

Pewnego ranka, gdy słońce próbowało przebić się przez grube chmury, Mały Smutek usiadł na kamieniu nad rzeką i westchnął.
— Dlaczego nikt mnie nie rozumie? — szepnął, patrząc na swoje odbicie w wodzie.
— Bo ukrywasz się pod parasolem — odezwał się nagle głos. To był Żółwik Powolny, który właśnie wygrzewał się na brzegu. — Twoje smutki są jak krople deszczu – jeśli je zatrzymasz, nigdy nie zobaczysz tęczy.

Mały Smutek zmarszczył brwi.
— Ale bez parasola będę mokry!
— A może spróbujesz go otworzyć dla kogoś innego? — zaproponował Żółwik.

I tak zaczęła się niezwykła podróż. Mały Smutek wędrował przez łąki, gdzie spotkał Zajączka Strachusia, który drżał pod krzakiem.
— Boję się cieni! — wyznał Zajączek.
— Może mój parasol ci pomoże? — zapytał Mały Smutek i rozpostarł go nad przyjacielem. Ku jego zdziwieniu, niebieskie promienie parasola rozświetliły cienie, zamieniając je w tańczące świetliki.

Gdy dotarli do Lasu Szepczących Drzew, napotkali Wilczycę Samotnicę, która wyła z tęsknoty.
— Nikt mnie nie lubi — skarżyła się.
— Może potrzebujesz trochę niebieskiego światła? — zasugerował Mały Smutek i podzielił się parasolem. Wilczyca poczuła, jak ciepło rozlewa się w jej sercu, a wkrótce dołączyły do niej inne zwierzęta, które wcześniej uciekały.

Zobacz:  Żółty autobus Jaś i jego mali pasażerowie

Najtrudniejsza próba czekała ich na Wzgórzu Burz, gdzie Wicher Przeciwności próbował wyrwać parasol z rąk Małego Smutku.
— Nie dasz rady! — świstał Wicher. — Smutek zawsze przegrywa!
Ale wtedy Zajączek, Wilczyca i Żółwik stanęli obok, trzymając parasol razem. Ich wspólna siła sprawiła, że wiatr ucichł, a na niebie rozbłysła tęcza.

Od tamtej pory Mały Smutek już nie chował się pod parasolem. Zamiast tego, otwierał go dla innych, a każda rozdana kropla smutku zamieniała się w iskierkę radości. A kiedy czasem któryś z przyjaciół zasmucił się, mówili:
— To nic. Wystarczy znaleźć niebieski parasol i podzielić się swoim sercem.

I tak, w krainie, gdzie chmury tańczą z wiatrem, a trawy szepczą tajemnice, wszyscy nauczyli się, że nawet najmniejszy smutek może stać się początkiem najpiękniejszej przyjaźni.