Magiczny las z tęczowym mostem, wiewiórka i jeż tworzą go z liści, obok lis i świetliki.

Dawno, dawno temu, w dolinie otoczonej pierścieniem błękitnych gór, żyła mała wiewiórka o imieniu Nadzieja. Miała miękkie, rudobrązowe futerko i puszysty ogon, który unosił się jak pióropusz, gdy biegała między drzewami. Jej domem był stary dąb, którego konary szeptały historie przy każdym podmuchu wiatru. Nadzieja uwielbiała zbierać błyszczące kamyki i układać je w kształt serca przed swoją norką. Ale najbardziej ze wszystkiego kochała tęcze – te magiczne pasma kolorów, które pojawiały się po deszczu, jakby niebo chciało się nią bawić.

Pewnego ranka, gdy krople rosy jeszcze lśniły na pajęczynach, Nadzieja usłyszała cichutkie łkanie. Pod krzakiem malin spotkała małego jeżyka o imieniu Mruk, który wtulił kolce w ziemię. — Co się stało? — zapytała, delikatnie dotykając jego łapki. — Zgubiłem drogę do domu — szepnął jeżyk. — A teraz niebo jest szare i tęcza nigdy nie przyjdzie… — Nadzieja westchnęła. Wiedziała, że bez tęczy Mruk nie odnajdzie ścieżki, bo jego norka stała tuż pod jej łukiem. Wtedy w jej głowie pojawiła się myśl tak jasna jak poranne słońce: — Zbudujemy własną tęczę!

Wspólnie wyruszyli na poszukiwanie kolorów. W lesie spotkali starą sowę Zofię, która mieszkała w dziupli pełnej księżycowego światła. — Potrzebujemy siedmiu barw tęczy – wyjaśniła Nadzieja. — Hmm… — zamruczała sowa, przekładając okulary na dziobie. — Czerwony znajdziecie w dojrzałych jabłkach, pomarańczowy w płatkach nagietka, żółty w słonecznikach… Resztę podpowie wam rzeka.

Zobacz:  Sunia Basia i jej magiczna obroża

Nadzieja i Mruk zbierali płatki, jagody i liście, aż ich koszyczki pękały od kolorów. Gdy dotarli do szemrzącej rzeczki, ta zaśpiewała: — Niebieski to moje głębie, fioletowy – fale o zachodzie, a zielony… Rośnie przecież wszędzie! — Wtedy Nadzieja zrozumiała. Zerwała wstążkę bluszczu i rozłożyła skarby na trawie. Lecz jak połączyć kolory bez magicznego mostu?

Nagle z krzaków wyłonił się Lis Rudzielec, znany z psot. — Ho, ho! – zaśmiał się, kręcąc rudym ogonem. – Tęcza z liści? To się nie uda! — Ale Nadzieja nie zrezygnowała. — Wystarczy odrobina magii przyjaźni – szepnęła, splatając łapki z Mrukiem. I wtedy stało się coś niezwykłego. Krople wody, które spadły z jej futerka, otoczyły ich świetlistą aureolą. Kolory uniosły się w powietrze, tworząc łuk od dębu do jeżowego domu.

Lis otworzył pysk ze zdumienia. — To… to piękne! — wyjąkał. — Każdy może tworzyć tęczę – uśmiechnęła się Nadzieja. – Wystarczy uwierzyć i działać razem. — Rudzielec zawstydzony podarował im swój jedyny skarb – lśniący guzik, który dołączył do tęczy jak ostatni błysk.

Gdy słońce zachodziło, Mruk odnalazł swoją norkę, a Nadzieja zrozumiała, że prawdziwe tęcze rodzą się w sercu. Od tamtego dnia, ilekroć któryś z mieszkańców lasu był smutny, Nadzieja i jej przyjaciele tworzyli dla nich kolorowe mosty – z uśmiechów, dobrych uczynków i odrobiny magii. A Lis Rudzielec? Czasem przynosił im błyszczące kamyki, bo nawet największe psotniki mają w sobie trochę nadziei.

Zobacz:  Kot Bazyli i magiczna obroża

I tak, w dolinie pod błękitnymi górami, tęcze rozświetlały niebo nie tylko po deszczu, ale zawsze, gdy ktoś bardzo tego potrzebował. A wszystko zaczęło się od małej wiewiórki, która uwierzyła, że nawet najciemniejsze chmury mogą stać się początkiem czegoś pięknego.