Magiczna dolina o zachodzie słońca, mały pterodaktyl i triceratops wśród skał i paproci.

Dawno, dawno temu, w czasach, gdy dinozaury przemierzały ziemię, a niebo było pełne skrzydlatych stworzeń, wśród wysokich skał i zielonych paproci żył mały pterodaktyl o imieniu Piotruś. Miał błyszczące, ciemnobrązowe pióra i szerokie skrzydła, które jeszcze nie znały mocy wiatru. Każdego ranka obserwował, jak jego przyjaciele – starsze pterodaktyle – wzbijają się w powietrze z radosnym „Łiii!”, a on zostawał na ziemi, bojąc się nawet najmniejszego podmuchu.

— Dlaczego nie próbujesz, Piotrusiu? — pytała go zawsze mama, delikatnie muskając go skrzydłem. — Latanie to najwspanialsza rzecz na świecie!
— Boję się, że spadnę — odpowiadał cicho Piotruś, chowając głowę pod skrzydło.

Pewnego dnia do doliny, gdzie mieszkał Piotruś, przybył mały, ale bardzo mądry triceratops o imieniu Tolek. Miał rogi ozdobione kwiatami i uśmiech, który mógł rozjaśnić nawet najbardziej pochmurny dzień.

— Widzę, że masz wspaniałe skrzydła! — zawołał Tolek, podskakując wokół Piotrusia. — Dlaczego nie latajesz?
— Nie umiem… — westchnął Piotruś.
— Każdy kiedyś zaczynał! — odparł Tolek. — Możemy ćwiczyć razem!

Tymczasem w dolinie pojawiła się nowa przeszkoda – wielki, kapryśny pterozaur o imieniu Grześ, który uwielbiał dokuczać młodszym. Kiedy zobaczył Piotrusia, wybuchnął śmiechem:
— Ha! Ten maluch boi się własnego cienia! Jakim cudem chce latać?

Piotruś poczuł, jak łzy napływają mu do oczu, ale Tolek stanął przed nim i powiedział:
— Nie słuchaj go. Prawdziwa odwaga to próbowanie, nawet gdy się boisz.

Zobacz:  Braciszkowie Brontozaury na wakacjach

Następnego ranka Piotruś i Tolek wyruszyli na najwyższą skałę w dolinie. Wiatr muskał ich twarze, a słońce ogrzewało skały.
— Zamknij oczy — szepnął Tolek. — Poczuj wiatr pod skrzydłami. On cię poniesie.

Piotruś wziął głęboki oddech i rozłożył skrzydła. Serce waliło mu jak młot, ale… skoczył! Przez chwilę czuł, jak powietrze go unosi, ale nagle stracił równowagę i upadł na miękkie paprocie.
— Prawie się udało! — zawołał Tolek. — Spróbuj jeszcze raz!

Po wielu próbach, upadkach i śmiechu, Piotruś wreszcie poczuł, jak wiatr wypełnia jego skrzydła. Uniósł się w górę, wyżej i wyżej, aż zobaczył całą dolinę jak na dłoni.
— Łiii! — krzyknął radośnie. — Latam! Naprawdę latam!

Nawet Grześ, który obserwował ich z boku, skinął głową z szacunkiem.

Od tamtego dnia Piotruś stał się najodważniejszym małym pterodaktylem w dolinie. Pokazał wszystkim, że strach można pokonać małymi krokami, a przyjaciel u boku czyni nawet najtrudniejsze wyzwania możliwymi. A kiedy wieczorami siadał z Tolkiem na skale i patrzył na zachód słońca, wiedział jedno: najważniejsze to wierzyć w siebie – wtedy skrzydła same niosą cię do przodu.