Mały czerwony samochodzik Rysio jedzie przez kolorowe miasteczko Motorkowo, zostawiając błyszczący ślad.

Dawno, dawno temu, w kolorowym miasteczku Motorkowo, mieszkał mały, czerwony samochodzik o imieniu Rysio. Każdego ranka budził się z radością, bo uwielbiał przemierzać kręte uliczki, wąskie mostki i zielone pagórki. Jego silnik warczał jak zadowolony kotek, a opony śpiewały wesołą piosenkę o przygodach. Ale Rysio miał jedno wielkie marzenie – chciał wziąć udział w Wielkim Rajdzie Przyjaźni, gdzie najodważniejsze pojazdy pokonywały najtrudniejsze trasy.

— Kiedyś i ja tam pojadę! — mówił Rysio do swojego najlepszego przyjaciela, rowerka Tytusa, który zawsze stał oparty o płotek przed domem.
— Oczywiście, że tak! — kiwał kierownicą Tytus. — Wystarczy trochę wiary w siebie i dużo treningu!

Jednak nie wszyscy wierzyli w Rysia. Stary, zgryźliwy ciężarówka Zygmunt, który znał każdy kamień na drogach Motorkowa, tylko prychał:
— Ty? W rajdzie? Przecież jesteś za mały i za wolny! Najlepiej zostań w garażu, gdzie twoje miejsce.

Rysio bardzo się zasmucił, ale nie poddał się. Pewnego dnia, gdy słońce malowało niebo na złoto, postanowił wyruszyć na tajemniczą Górę Wyzwań – miejsce, gdzie podobno samochody sprawdzały swoją odwagę. Droga była stroma, pełna dziur i ostrych zakrętów. Nagle przed Rysiem wyrosło ogromne błoto, które głośno chlupało:
— Przejdziesz tylko, jeśli znajdziesz sposób, by nie utknąć!

Rysio zastanawiał się chwilę, a potem przypomniał sobie radę Tytusa: „W trudnych chwilach myśl nieszablonowo!”. Zebrał więc suche gałęzie i ułożył z nich pomost. Przejechał po nim ostrożnie, a błoto tylko zdziwione bulgotało:
— No, no… Nie spodziewałam się takiej mądrości po maluchu!

Zobacz:  Duma wspina się na górę

Gdy dotarł na szczyt, czekała na niego niespodzianka – stary, zapomniany tor rajdowy! Nagle usłyszał hałas – to Zygmunt utknął w wąwoście, a jego silnik jęczał z wysiłku. Rysio bez wahania popędził mu na pomoc. Przywiązał do siebie linę (która zwykle służyła mu do ciągnięcia przyczepki z kwiatami) i wyciągnął ciężarówkę.

— Dziękuję, mały… — mruknął zawstydzony Zygmunt. — Myślałem, że tylko duzi mogą być bohaterami.

— Każdy może być bohaterem — odparł Rysio. — Wystarczy chcieć pomóc!

Wieść o jego czynie rozeszła się po całym Motorkowie. Organizatorzy Wielkiego Rajdu Przyjaźni zaprosili Rysia na zawody jako specjalnego gościa. Nie wygrał, ale przejechał trasę z uśmiechem, a wszyscy kibice krzyczeli: „Brawo Rysio!”.

Od tamtej pory nikt już nie wątpił w małego samochodzika. A najważniejsze, że Rysio zrozumiał, iż największe marzenia spełniają się wtedy, gdy wierzymy w siebie i pomagamy innym – nawet tym, którzy czasem nie wierzą w nas. I tak, każdego ranka, jego silnik warczał jeszcze radośniej, bo wiedział, że w życiu najważniejsza jest… droga, którą się jedzie, a nie meta, którą się mija.