
Dawno temu, w dolinie, gdzie trawy szeptały tajemnice wiatrowi, a drzewa nosiły korony z błyszczących liści, mieszkał mały jeżyk o imieniu Igiełka. Każdego ranka biegał po lesie, zbierając jagody i śmiejąc się z żartów wiewiórki Lusi, swojej najlepszej przyjaciółki. Życie było proste i radosne, aż pewnego dnia wszystko się zmieniło.
— Spójrz, Igiełko! — zawołała Lusia, wskazując na nową rodzinę bobrów, która wprowadziła się nad rzekę. — Będą nam opowiadać historie o dalekich krainach!
Igiełka jednak nie podzielał jej entuzjazmu. Jego małe serduszko ścisnęło się, gdy zobaczył, jak Lusia biega wokół bobrów, pomagając im nosić patyki. „Dlaczego nie chce się już ze mną bawić?” — pomyślał, a w jego brzuszku zaczął rosnąć dziwny, zielony cień. Z każdym dniem cień stawał się większy, aż pewnej nocy zamienił się w prawdziwego potwora – wielkiego, zielonego i pełnego kolczastych wypustek.
— Kim jesteś? — zapytał przerażony jeżyk, gdy potwór stanął przed nim w świetle księżyca.
— Jestem twoją Zazdrością — warknął stwór. — Karmisz mnie swoimi smutnymi myślami, a ja rosnę!
Tymczasem Lusia zauważyła, że Igiełka unika spotkań. Pewnego popołudnia zapukała do jego domku z miseczką malin.
— Dlaczego się chowasz? — spytała, ale Igiełka odwrócił się plecami.
— Nie potrzebuję twojej pomocy! — burknął, a zielony potwór zaśmiał się w kącie.
Następnego ranka okazało się, że potwór uwięził Igiełkę w gęstwinie kolczastych krzewów. Im bardziej jeżyk się złościł, tym mocniej gałęzie oplatały jego łapki.
— Pomożesz mi? — szepnął wreszcie do Lusi, gdy ta przyniosła mu wodę w liściu.
— Zawsze — odparła, ocierając łzę. — Ale musisz znaleźć sposób, by przepędzić potwora.
Igiełka zamknął oczy i przypomniał sobie, jak śmiali się razem, gdy gonili motyle. Jak dzielili się ostatnią poziomką. Wtedy zielony stwór zaczął się kurczyć!
— Nie! — ryknął potwór. — Nie możesz mnie pokonać!
— To nie ja cię pokonuję — odparł jeżyk. — To przyjaźń.
Gdy uścisnął Łusię, potwór rozpadł się na tysiąc świetlików, które odleciały w noc. A bobry, widząc, jak Igiełka pomaga im naprawić tamę, zaprosiły wszystkich na ucztę pod gwiazdami.
Od tamtej pory jeżyk wiedział już, że zazdrość jest jak cienie na ścianie – wydają się groźne, dopóki nie zapali się światło. A najjaśniejszym światłem jest serce pełne przyjaźni.






